Praca i biznes

Nowy Kodeks pracy – realne zmiany czy farsa rządzących?

Do minister Rafalskiej trafił bubel, który miał być Kodeksem pracy

nowy Kodeks pracy

14 osób – specjalistów prawa pracy. Praktycy i naukowcy: siedmioro wytypowanych przez stronę rządową, siedmioro przez reprezentatywne organizacje związkowe i organizacje pracodawców. Brzmi profesjonalnie i wzbudza nadzieje. Nadzieje, że polski rynek pracy, który bez wątpienia wymaga reform, w końcu doczeka się mądrych systemowych rozstrzygnięć.

Przypomnijmy, że Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy pracowała przez niespełna dwa lata. Została powołana na podstawie przepisów Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 sierpnia 2016 r. w sprawie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy. Wydaje się, że to okres, podczas którego można było wnikliwie przeanalizować bolączki prawa pracy i zredagować pomysły na jego zreformowanie.

Mieli zlikwidować umowy śmieciowe. I zlikwidowali, ale…

Już dzisiaj jednak wiemy, że jednym z kluczowych zagadnień, nad którym pracowała komisja, były tzw. umowy śmieciowe. Jak stwierdził w rozmowie z TVN24 BIS prof. Arkadiusz Sobczyk z Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, umowa zlecenie jest oznaką „cywilizacyjnego zacofania“. Problem polega na tym, że pracodawcy zawierają z pracownikami umowy zlecenia lub umowy o dzieło, gdyż jest to dla nich korzystniejsze. Są to umowy cywilnoprawne, których charakter reguluje prawo cywilne. Nie mają tu zastosowania przepisy prawa pracy. Pracownikowi nie przysługuje więc urlop, okres wypowiedzenia, zwolnienie lekarskie itp. Ponadto, z uwagi na różnice w oskładkowaniu, często umowy te są tańsze dla pracodawcy. Pracownicy de facto świadczą pracę, nie mając jednak umów o pracę.

Jak twierdzi prof. Sobczyk na łamach „Wyborczej”: Zatrudnianie na umowach cywilnoprawnych to karykatura, która niestety się utrwaliła. (…) To jest fałszywa narracja budowana od kilkunastu lat. Nie można zatrudniać na umowach cywilnoprawnych. Kropka.

Sytuacja ta ma się diametralnie zmienić.

Nowe umowy o pracę

Członkowie Komisji Kodyfikacyjnej proponują wprowadzenie kilku nowych rodzajów zatrudnienia: umowa o pracę etatową, umowa o pracę nieetatową oraz o pracę dorywczą i sezonową.

Umowa etatowa to tradycyjne zatrudnienie pracowników na umowę o pracę. Nowość stanowi propozycja zatrudniania pracowników na umowę o pracę nieetatową.  Jej pierwowzór stanowią tzw. kontrakty zero godzin w Wielkiej Brytanii. W praktyce wygląda to tak, że pracownik podpisuje umowę, w której zobowiązuje się świadczyć pracę na rzecz zlecającego, kiedy zaistnieje taka potrzeba. Pracodawca dzwoni do pracownika z propozycją stawienia się w określonym czasie w pracy i wykonania wskazanych czynności. Jeśli pracownikowi odpowiada termin, przyjmuje propozycję i – co ważne – za wykonaną pracę przysługuje mu urlop oraz wszystkie inne świadczenia pracownicze. Pracownik może jednak odmówić przybycia na wezwanie i nie skutkuje to rozwiązaniem umowy. Reasumując: pracujesz, zarabiasz i wypracowujesz urlop. Nie pracujesz – nie zarabiasz, a pracodawca nie jest zobowiązany do odprowadzania składek. Warunek jest tylko jeden: świadczenie pracy nie może przekraczać 16 godzin tygodniowo. Jeśli czas ten będzie dłuższy, wówczas zatrudnienie ma charakter pracy etatowej.

Pracownik w stanie stand-by

Rozwiązanie to rodzi pewne problemy, podnoszone zresztą już w Wielkiej Brytanii, głównie przez zwolenników Partii Pracy. Padają argumenty, że to upokarzające dla obywateli, że powoduje chorą zależność od pracodawcy, że stawia człowieka w poczuciu ciągłego oczekiwania na telefon, życia w niepewności i absolutnie nie daje żadnej gwarancji zatrudnienia. Pracodawca nie jest bowiem zobowiązany do zapewnienia pracy podległym mu pracownikom. Nie sposób nie zadać pytania, jaki będzie status osób zatrudnionych na umowy o pracę nieetatową. Jak będzie ona traktowana przez komorników, przez banki udzielające kredytów itp. Jeśli przez kilka tygodni telefon od pracodawcy nie zadzwoni, to mamy do czynienia z pracownikiem niepracującym. Stopa bezrobocia statystycznie z pewnością spadnie, ale co z faktycznym bezrobociem?

Dorywczo, czyli krótko

Dwie ostatnie umowy: sezonowa i dorywcza, są zdecydowanie najmniej wiążące dla pracownika i pracodawcy niż tradycyjny etat. Ich głównym założeniem jest duża elastyczność. Praca dorywcza będzie mogła być zawarta na okres nie dłuższy niż 30 dni w ciągu roku kalendarzowego i będzie związana z wykonywaniem nieregularnych, krótkoterminowych prac. Praca sezonowa to odpowiedź na zapotrzebowanie na pracowników przy zbiorach, różnorakich pracach rolniczych i innych, które są bezpośrednio związane z warunkami atmosferycznymi.

Zlecenia do wyrzucenia

Co stanie się z popularną obecnie umową zlecenia? Nie zostanie ona zlikwidowana. Jej zawarcie będzie jednak możliwe jedynie z przedsiębiorcami, czyli osobami samozatrudnionymi. Jak stwierdziła w programie TVN24 BiS prof. Monika Gładoch, wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, będzie można ją wybrać jedynie w trzech przypadkach: kiedy posiada się specjalistyczną wiedzę, kiedy jest się w posiadaniu specjalnego narzędzia lub zasiada się w organach zarządzających spółek. W każdym innym przypadku należy zawierać umowę o pracę. Dla przykładu – kierowca samochodu ciężarowego, który wozi towar na polecenie swojego szefa, w wyznaczonym przez niego czasie i w kontrolowany przez niego sposób, powinien być zatrudniony na umowę o pracę, chyba, że wykaże, że samochód, którym jeździ, jest jego własnością i dzięki któremu świadczy on usługi na rzecz zleceniodawcy.

Zasada jest prosta: świadczysz pracę, a więc musisz mieć umowę o pracę, wykonujesz specjalistyczną usługę – powinieneś prowadzić działalność gospodarczą i wtedy możesz zawierać umowy zlecenia. Jednak samozatrudnienie wiąże się z dużymi kosztami i nie będzie opłacalne dla osoby, która świadczy usługi, aby dorobić, nie ma zbyt wielu zleceń i dużych honorariów.

Koniec świata freelancerów

Kolejnym kontrowersyjnym pomysłem jest likwidacja umów o dzieło. O ile należy przyznać, że pracodawcy często wykorzystują zjawisko umów zlecenia wobec pracowników faktycznie świadczących pracę, o tyle z umowami o dzieło sytuacja nie jest już tak oczywista. Powszechnie zwykło się mawiać „umowy śmieciowe”, mając na myśli oba rodzaje umów cywilnoprawnych. Tymczasem należy zwrócić uwagę na zgoła odmienny charakter umów o dzieło. Mamy z nimi do czynienia w sytuacji, kiedy zlecający umawia się ze zleceniobiorcą na wykonanie określonego dzieła. Ważny jest tutaj rezultat. Może to być wykonanie sesji fotograficznej, napisanie artykułu, przetłumaczenie dokumentu, wybudowanie domu, wykonanie strony internetowej itp. Wykonawca nie jest zazwyczaj ograniczony czasem ani sposobem pracy, może nawet zlecić jej wykonanie osobom trzecim. Istotą jest osiągnięty efekt, możliwy do jednoznacznej weryfikacji.

Ten rodzaj zatrudnienia ma wady analogiczne do umowy zlecenia, m.in. brak urlopów, stabilizacji zatrudnienia czy odprowadzania składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Należy jednak zwrócić uwagę, że jest bardzo duża grupa ludzi, dla których ten rodzaj świadczenia pracy jest niezwykle korzystny i opłacalny. Są to osoby, które często są zatrudnione na umowę o pracę lub też mają odprowadzane składki z innego tytułu, a umowa o dzieło daje im możliwość podreperowania budżetu, daje elastyczność i swobodę w działaniu. Zadowolone są obie strony układu: dla pracodawcy jest to najtańsza forma opłacenia pracownika, natomiast wypłacona pracownikowi kwota netto jest wyższa niż w przypadku innych form zatrudnienia. Wszyscy działający na rynku pracy jako tzw. freelancerzy, zazwyczaj związani z pracą twórczą, to ewidentni beneficjenci umów o dzieło. Jaką alternatywę będzie miał dla nich nowy kodeks pracy?

Zaprezentowane pomysły – choć stanowią dopiero propozycje – budzą wiele kontrowersji i obaw. Umówmy się, jeśli pracodawca zatrudniał w swoim przedsiębiorstwie kilkanaście osób na tzw. umowy śmieciowe, bo albo tylko na takie było go stać, albo pracownicy preferowali tę formę zatrudnienia ze względu na jej elastyczność, to naiwne byłoby myślenie, że wraz ze zmianą przepisów, nagle wszystkie te osoby zyskają etaty. Można przypuszczać, że szara strefa w sferze zatrudnienia wzrośnie. Zarówno pracodawcy, jak i pracownicy będą szukać możliwości obejścia nowych przepisów i zwiększenia zysków.