czwartek, Styczeń 18, 2018
Komentarze

Boeing dla VIP-ów: ktoś się wreszcie przestał bać

Polityków znów będą wozić wojskowi

Samolot dla VIP-ów

Na lotnisku Chopina w Warszawie wylądował “Józef Piłsudski”, czyli Boeing 737-800, samolot przeznaczony do przewozu najważniejszych osób w państwie. Wcześniej do Polski dotarły dwie mniejsze maszyny typu Gulfstream 550, które również służyć będą dostojnikom podczas ich podróży krajowych i zagranicznych. Tym samym flota samolotów specjalnych stopniowo ulega odnowieniu. Rzec by można: wreszcie.

Trudno wręcz odtworzyć początki starań i pierwsze przymiarki do zastąpienia przestarzałych samolotów Tu-154M i Jak-40 oraz śmigłowców Mi-8 nowoczesnymi, bezpiecznymi maszynami. Chyba dopiero katastrofa smoleńska i utrata “tutki” sprawiła, że rządzący zaczęli poważnie podchodzić do tematu. Wcześniej każdy się czegoś bał, a najbardziej chyba tego, co powiedzą ludzie na wieść o tym, że oto prominenci fundują sobie komfortowe zabawki do latania za pieniądze podatników.

Ludzie, przecież to normalka

Sęk jednak w tym, że takie samoloty ma każdy normalny kraj. Nienormalna była sytuacja, gdy np. prezydent RP udawał się do USA samolotem rejsowym, wzbudzając zrozumiałe zdziwienie gospodarzy, a chcąc wrócić bezpiecznie do kraju, spieszył się na lot powrotny, żeby mu, broń Boże, nie uciekł.

Nienormalna była też sytuacja, gdy przez ileś lat kolejne rządy teoretycznie przystępowały do procedur wyłonienia dostawcy, po czym wszystko było odwoływane, a samolotów jak nie było, tak nie było. Najwyraźniej kolejne ekipy rządzące udawały tylko, że chcą rozwiązać ten kompromitujący państwo problem.

Są zastrzeżenia, ale…

Rząd PiS nie zastanawiał się długo, nie przejmował się też procedurami i samoloty po prostu zakupił. Oczywiście podniosły się głosy krytyki, wskazujące np. na złamanie przepisów dotyczących przetargów. Przepisów mających zapobiegać korupcji, ale de facto skutecznie ją wspierających, bo to przecież żadna sztuka rozpisać przetarg tak, by wygrała go określona firma. Krytycy wskazują też, że być może politycznym błędem był wybór amerykańskiego Boeinga zamiast europejskiego Airbusa. Polska konsekwentnie i to bez względu na to, kto akurat rządzi, unika europejskiego konsorcjum lotniczego: wszak flota LOT-u też z maszyn Airbusa nie korzysta. Dlaczego? To wiedzą tylko wtajemniczeni.

Cywile czy debeściaki

Na krytykę zasługuje też pomysł powrotu do stanu, w którym polskich VIP-ów wożą samolotami oficerowie Wojska Polskiego zamiast – jak dotychczas, po Smoleńsku – oddelegowani do tych zadań piloci cywilni. Problem polega na tym, że instrukcje HEAD instrukcjami, a żołnierz musi wykonywać rozkazy. Cywilnemu pilotowi nie da się skutecznie nakazać np. lądowania przy braku widoczności, żołnierzowi można wydać rozkaz, a jak nie rozkaz, to polecenie, które ten, przyzwyczajony do hierarchii i dyscypliny, wykona. Jeśli mu się uda, ma się rozumieć.

Sytuacja, w której VIP-y latały wyczarterowanymi od PLL LOT samolotami Embraer, pilotowanymi przez cywilów, wydawała się lepsza, bo bezpieczniejsza dla przewożonych osób. Czy po zmianie nie powtórzy się sytuacja, w której za sterami maszyny z prezydentem czy premierem na pokładzie zasiadać będą wojskowe “debeściaki”?

Czas pokaże.

Przy wszystkich tych zastrzeżeniach wypada się jednak cieszyć, że ktoś się wreszcie przestał bać, podjął decyzję i ją zrealizował, dzięki czemu nie będzie już wstydu, gdy polscy dostojnicy będą się udawali dalej niż do Brukseli.

Ciekawe, czy PiS pójdzie za ciosem i zakupi też ViP-om śmigłowce.